Ostatnie dni szkoły postanowiłam sobie odpuścić. Po co miałam tam pójść? Nie miałam najmniejszej ochoty oglądać znienawidzonych twarzy.
Była sobota, a wreszcie mogłam powiedzieć, że zaczyna się słodkie lenistwo i zabawa.
Przewróciłam się na drugi bok i z wciąż zamkniętymi oczami zaczęłam szukać ręką ciała bruneta. Kiedy go nie zastałam otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi. Gdzie on do cholery był? Zeszłego wieczoru obiecał mi, że dzisiejszy dzień spędzimy tylko we dwójkę, nic nie robiąc. A teraz co? Znowu gdzieś zniknął. Naburmuszona podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pokoju. Jęknęłam niezadowolona i wstałam z łóżka. Ubrałam na stopy skarpetki , a następnie opuściłam pokój. Miałam jeszcze nadzieję, że będzie na dole.
-Cześć- posłałam Ryanowi uśmiech.- Nie wiesz gdzie jest Jason?
-Hej. Nie wiem, wyszedł jakąś godzinę temu i powiedział, że będzie wieczorem.- moja mina od razu zrzedła. Wystawił mnie!- Co się stało, kwiatuszku?-spytał, wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Nic- westchnęłam.- Po prostu obiecał mi, że spędzimy jeden dzień razem. – wyjaśniałam, spoglądając na swoje palce. Szczerze? Naprawdę było mi przykro. Mógł mnie przynajmniej obudzić i powiedzieć, że musimy przełożyć nasz „specjalny” dzień.
-Nie martw się- pogłaskał mnie po włosach i przytulił. Ryan naprawdę był dla mnie jak starszy brat, chociaż mało rozmawialiśmy. – Jeżeli chcesz ja mogę cię zabrać gdzieś na cały dzień-zaproponował. Od razu się rozchmurzyłam. Fajnie byłoby spędzić dzień z Ry.
-Naprawdę? Wiesz, że nie musisz tracić na mnie czasu...
-Oj, kwiatuszku, to będzie dla mnie przyjemność- uśmiechnął się. Zaczęłam skakać jak głupia. No, co ? Mam dopiero piętnaście lat i mogę być jeszcze dziecinna.
-Jejku, dziękuję- podeszłam do niego i pocałowałam jego policzek.
-Idź się przygotować- mrugnął do mnie. Żwawo przytaknęłam i poleciałam do sypialni Jasona. Tam zmieniłam starą, luźną koszulkę na białą bokserkę i różowe spodenki, oraz beżowe sandałki. W łazience zrobiłam lekki jak co dzień makijaż i rozczesałam włosy. Wyszczotkowałam jeszcze ząbki i byłam gotowa. Wsadziłam do kieszeni portfel, oraz telefon. Zbiegłam na dół, gdzie Ryan już na mnie czekał. – Pięknie wyglądasz- skomplementował mnie. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Nie zrozumcie mnie źle, nie uważałam się za brzydką, ale też nie byłam piękna. Dlatego zawsze na takie komplementy reagowałam rumieńcami.
-Dziękuję- szepnęłam i wyszłam z domu, zaraz za nim. Blondyn zamknął drzwi i wrzucił klucz do kieszeni swoich szortów. – Gdzie jedziemy?-spytałam.
-To niespodzianka- poruszył brwiami- Rozerwiesz się- postanowiłam się już nie odzywać.
Była sobota, a wreszcie mogłam powiedzieć, że zaczyna się słodkie lenistwo i zabawa.
Przewróciłam się na drugi bok i z wciąż zamkniętymi oczami zaczęłam szukać ręką ciała bruneta. Kiedy go nie zastałam otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi. Gdzie on do cholery był? Zeszłego wieczoru obiecał mi, że dzisiejszy dzień spędzimy tylko we dwójkę, nic nie robiąc. A teraz co? Znowu gdzieś zniknął. Naburmuszona podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pokoju. Jęknęłam niezadowolona i wstałam z łóżka. Ubrałam na stopy skarpetki , a następnie opuściłam pokój. Miałam jeszcze nadzieję, że będzie na dole.
-Cześć- posłałam Ryanowi uśmiech.- Nie wiesz gdzie jest Jason?
-Hej. Nie wiem, wyszedł jakąś godzinę temu i powiedział, że będzie wieczorem.- moja mina od razu zrzedła. Wystawił mnie!- Co się stało, kwiatuszku?-spytał, wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Nic- westchnęłam.- Po prostu obiecał mi, że spędzimy jeden dzień razem. – wyjaśniałam, spoglądając na swoje palce. Szczerze? Naprawdę było mi przykro. Mógł mnie przynajmniej obudzić i powiedzieć, że musimy przełożyć nasz „specjalny” dzień.
-Nie martw się- pogłaskał mnie po włosach i przytulił. Ryan naprawdę był dla mnie jak starszy brat, chociaż mało rozmawialiśmy. – Jeżeli chcesz ja mogę cię zabrać gdzieś na cały dzień-zaproponował. Od razu się rozchmurzyłam. Fajnie byłoby spędzić dzień z Ry.
-Naprawdę? Wiesz, że nie musisz tracić na mnie czasu...
-Oj, kwiatuszku, to będzie dla mnie przyjemność- uśmiechnął się. Zaczęłam skakać jak głupia. No, co ? Mam dopiero piętnaście lat i mogę być jeszcze dziecinna.
-Jejku, dziękuję- podeszłam do niego i pocałowałam jego policzek.
-Idź się przygotować- mrugnął do mnie. Żwawo przytaknęłam i poleciałam do sypialni Jasona. Tam zmieniłam starą, luźną koszulkę na białą bokserkę i różowe spodenki, oraz beżowe sandałki. W łazience zrobiłam lekki jak co dzień makijaż i rozczesałam włosy. Wyszczotkowałam jeszcze ząbki i byłam gotowa. Wsadziłam do kieszeni portfel, oraz telefon. Zbiegłam na dół, gdzie Ryan już na mnie czekał. – Pięknie wyglądasz- skomplementował mnie. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Nie zrozumcie mnie źle, nie uważałam się za brzydką, ale też nie byłam piękna. Dlatego zawsze na takie komplementy reagowałam rumieńcami.
-Dziękuję- szepnęłam i wyszłam z domu, zaraz za nim. Blondyn zamknął drzwi i wrzucił klucz do kieszeni swoich szortów. – Gdzie jedziemy?-spytałam.
-To niespodzianka- poruszył brwiami- Rozerwiesz się- postanowiłam się już nie odzywać.
Ryan zaparkował na parkingu przed wielkim wesołym miasteczkiem. Wyskoczyłam z auta, ciesząc się jak głupia. Byłam naprawdę szczęśliwa.
-Może być?-spytał, jakby niepewnie. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek po raz kolejny.
-Dziękuję- ciepło się uśmiechnęłam i pobiegłam w stronę wejścia.
-Spokojni, mamy cały dzień-zaśmiał się- Najpierw chodź coś zjeść. – wywróciłam oczami, ale nic nie powiedziałam. Zaraz przy wejściu była mała restauracja, gdzie weszliśmy. Zamówiłam sobie talerz naleśników z czekoladą i truskawkami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień tak szybko jak się zaczął, tak szybko się skończył. Ryan po zmroku, czyli około 9 pm. zaparkował na podjeździe domu.
-Dziękuję ci, świetnie się bawiłam. – pocałowałam jego policzek.
-Nie ma za co, mała. Też bawiłem się niczego sobie. Nie musiałem przynajmniej cały dzień siedzieć i się nudzić.-posłałam mu jeszcze uśmiech, zanim opuściłam samochód i poszłam do domu. Od razu po wejściu spotkałam się ze zdenerwowanym Jasonem. Moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a zaraz po tym ogarnął mnie strach.
-Gdzie byłaś cały dzień-złapał mnie za przedramiona. Co było z nim nie tak? A no tak, było czuć od niego alkohol.
-To boli- jęknęłam, krzywiąc się.
-Odpowiedz!- krzyknął. Odwróciłam głowę, czując jak łzy rozmazują mi widok.
-Ryan zabrał mnie do wesołego miasteczka-odparłam cicho.
-Pozwoliłem ci?- może był pijany, ale nie pozwolę się tak traktować. Zamrugałam kilkakrotnie i zacisnęłam zęby, czując jak narasta we mnie złość. Szarpnęłam mocno, wyrywając mu się.
-Nie muszę ci się spowiadać ze wszystkiego- na samym początku mówiłam spokojnie, ale zaczęłam podnosić głos.- Przypomnę ci, że to ty wolałeś iść się nachlać i wystawiłeś mnie- syknęłam. W jednym momencie poczułam mocne pieczenie na policzku. Rozchyliłam usta, nie dowierzając, że to zrobił. Jason mnie uderzył. Mój Jason, który jest taki troskliwy, mnie uderzył.
-Nigdy nie podnoś na mnie głosu- syknął. Nie słuchałam go jednak. Byłam zbyt oszołomiona. On nie mógł tego zrobić. Ale zrobił, uwierz w to- powiedziała moja podświadomość.
Oblizałam wargę, a na języku poczułam krew. Uderzenie było tak mocne?
-Nie wierzę, że to zrobiłeś- szepnęłam, zanim łzy zaczęły płynąć po moich rozpalonych policzkach. Pokręciłam jedynie głową i odwróciłam się. Nie zastanawiając się, wybiegłam z domu, taranując po drodze Ryana. Nie zwracałam uwagi na to, że mnie wołał. Biegłam jedynie przed siebie, prawie potykając się o własne stopy. Zatrzymałam się dopiero przed parkiem. Tam chciałam zostać. Z dala od wszystkich i wszystkiego co złe i przykre.
Usiadłam na ławce i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Oparłam policzek, który mnie nie bolał o kolano i spojrzałam w ciemność. Zamknęłam oczy, rozkoszując się ciszą i spokojem. Zastanawiałam się, co takiego zrobiłam, że Bóg tak mnie ukarał. Miałam dopiero piętnaście lat. Potrzebowałam rodziców. Potrzebowałam kogoś, kto by mnie kochał. Niestety o tym mogłam pomarzyć. Byłam jedynie zbędną istotą na tym świecie. No, bo komu byłam potrzebna? Wiele osób traktuje mnie jak najgorsze gówno. Chciałam wrócić do czasów, gdy moim jedynym zmartwieniem było w jaką sukienkę mam ubrać lakę, czy jakiego smaku kupić żelki.
Westchnęłam i otarłam łzy. Miałam dość, że byłam tak słaba. Nie chciałam płakać, ale jednak to robiłam. Jestem do bani.
****************************************
Nie ukrywam, że jestem zawiedziona ;(. Nawet bardzo. 2 komentarze? Pytałam się, czy to kontynuować, a że chcieliście, ok dodaję nowy. nie jestem jednak pewna tej decyzji...
-Może być?-spytał, jakby niepewnie. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek po raz kolejny.
-Dziękuję- ciepło się uśmiechnęłam i pobiegłam w stronę wejścia.
-Spokojni, mamy cały dzień-zaśmiał się- Najpierw chodź coś zjeść. – wywróciłam oczami, ale nic nie powiedziałam. Zaraz przy wejściu była mała restauracja, gdzie weszliśmy. Zamówiłam sobie talerz naleśników z czekoladą i truskawkami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień tak szybko jak się zaczął, tak szybko się skończył. Ryan po zmroku, czyli około 9 pm. zaparkował na podjeździe domu.
-Dziękuję ci, świetnie się bawiłam. – pocałowałam jego policzek.
-Nie ma za co, mała. Też bawiłem się niczego sobie. Nie musiałem przynajmniej cały dzień siedzieć i się nudzić.-posłałam mu jeszcze uśmiech, zanim opuściłam samochód i poszłam do domu. Od razu po wejściu spotkałam się ze zdenerwowanym Jasonem. Moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a zaraz po tym ogarnął mnie strach.
-Gdzie byłaś cały dzień-złapał mnie za przedramiona. Co było z nim nie tak? A no tak, było czuć od niego alkohol.
-To boli- jęknęłam, krzywiąc się.
-Odpowiedz!- krzyknął. Odwróciłam głowę, czując jak łzy rozmazują mi widok.
-Ryan zabrał mnie do wesołego miasteczka-odparłam cicho.
-Pozwoliłem ci?- może był pijany, ale nie pozwolę się tak traktować. Zamrugałam kilkakrotnie i zacisnęłam zęby, czując jak narasta we mnie złość. Szarpnęłam mocno, wyrywając mu się.
-Nie muszę ci się spowiadać ze wszystkiego- na samym początku mówiłam spokojnie, ale zaczęłam podnosić głos.- Przypomnę ci, że to ty wolałeś iść się nachlać i wystawiłeś mnie- syknęłam. W jednym momencie poczułam mocne pieczenie na policzku. Rozchyliłam usta, nie dowierzając, że to zrobił. Jason mnie uderzył. Mój Jason, który jest taki troskliwy, mnie uderzył.
-Nigdy nie podnoś na mnie głosu- syknął. Nie słuchałam go jednak. Byłam zbyt oszołomiona. On nie mógł tego zrobić. Ale zrobił, uwierz w to- powiedziała moja podświadomość.
Oblizałam wargę, a na języku poczułam krew. Uderzenie było tak mocne?
-Nie wierzę, że to zrobiłeś- szepnęłam, zanim łzy zaczęły płynąć po moich rozpalonych policzkach. Pokręciłam jedynie głową i odwróciłam się. Nie zastanawiając się, wybiegłam z domu, taranując po drodze Ryana. Nie zwracałam uwagi na to, że mnie wołał. Biegłam jedynie przed siebie, prawie potykając się o własne stopy. Zatrzymałam się dopiero przed parkiem. Tam chciałam zostać. Z dala od wszystkich i wszystkiego co złe i przykre.
Usiadłam na ławce i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Oparłam policzek, który mnie nie bolał o kolano i spojrzałam w ciemność. Zamknęłam oczy, rozkoszując się ciszą i spokojem. Zastanawiałam się, co takiego zrobiłam, że Bóg tak mnie ukarał. Miałam dopiero piętnaście lat. Potrzebowałam rodziców. Potrzebowałam kogoś, kto by mnie kochał. Niestety o tym mogłam pomarzyć. Byłam jedynie zbędną istotą na tym świecie. No, bo komu byłam potrzebna? Wiele osób traktuje mnie jak najgorsze gówno. Chciałam wrócić do czasów, gdy moim jedynym zmartwieniem było w jaką sukienkę mam ubrać lakę, czy jakiego smaku kupić żelki.
Westchnęłam i otarłam łzy. Miałam dość, że byłam tak słaba. Nie chciałam płakać, ale jednak to robiłam. Jestem do bani.
****************************************
Nie ukrywam, że jestem zawiedziona ;(. Nawet bardzo. 2 komentarze? Pytałam się, czy to kontynuować, a że chcieliście, ok dodaję nowy. nie jestem jednak pewna tej decyzji...
Proszę pisz dalej <3
OdpowiedzUsuńŚwietny ^^
OdpowiedzUsuńSuper mega *-* ciekawe co zrobi Jason jak wytrzezwieje
OdpowiedzUsuńPisz dalej! Nie rób mi tego - miej dobre serce xD. A co do rozdziału to piszesz naprawdę genialnie. Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńBoże, jest świetny. Już chce następny ;3
OdpowiedzUsuńpisz dalej nie rob tego
OdpowiedzUsuńkocham to
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńtakia jest młodzież nie chce im się komentowac
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńnajardziej kocham
OdpowiedzUsuńbbede smutac jak pisac przestaniesz
OdpowiedzUsuńi przez to bedzie wojna 3 wojna światowa :D
OdpowiedzUsuńi love it
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńuwiellbiam
OdpowiedzUsuńkocham
OdpowiedzUsuńEj mam nadzieje ze piszesz rozdzial? Prosze pisz dalej :(
OdpowiedzUsuń