niedziela, 7 września 2014

12.

Kiedy doszłam do Starbucksa, Louis już na mnie czekał. Pomachałam mu z daleka, ale po chwili zauważyłam, że nie stoi sam. Obok niego były jeszcze dwie inne osoby.
-Cześć- powiedziałam, gdy stanęłam obok niego.
-Hej, Be- posłał mi zalotny uśmiech. – to jest Eleanor i Cameron– pokazał na swoich towarzyszy.
-Miło mi poznać- wystawiłam im dłoń, którą po kolei uścisnęli.- Mam na imię Beyonce, ale lubię, gdy mówi się Be- posłałam im ciepły uśmiech.
-Be, Cameron nie ma dzisiaj nikogo na wieczór, potowarzyszysz mu?-spytał. Co?! Przecież miałam iść z  Louisem … Nie wspomnę nawet jak zabrzmiało, to co powiedział.
-Jasne, czemu nie- wymusiłam uśmiech. Brunet złapał mnie za rękę, a ja poczułam jak zaczynam się stresować. Po incydencie z Jasonem, dotknąć pozwoliłam się jedynie Perrie. Chciałam mu powiedzieć, żeby mnie puścił, ale kiedyś musiałam się przyzwyczaić do  zwykłego dotknięcia ręki. Razem ruszyliśmy w stronę domu Ashley. Na szczęście od lokalu do jej domu było może 300 m. Szybko pokonaliśmy dystans. Kiedy znaleźliśmy się w środku ogarnęła mnie większa panika. Nie chciałam tam być. Byłam głupia, godząc się na takie coś. Powinnam zostać w domu.
-Chodź potańczyć- mruknął mi do ucha Cameron. Czułam jak moje ciało sztywnieje. Spojrzałam na niego przerażona, ale on jedynie pociągnął mnie na parkiet. Dotykał mnie tam gdzie nie chciałam. Próbowałam to przerwać, ale chłopak był za silny. Myślałam, że się rozpłaczę.
-Idź sobie po drinka, a ja muszę iść zadzwonić, bo wcześniej o tym zapomniałam- mój głos  drżał. Chłopak z uśmieszkiem przytaknął. Szybko od niego odeszłam, po drodze wyciągając telefon z torebki. Kiedy znalazłam się na zewnątrz od razu, nie wiem czemu, ale wybrałam numer Jasona. Zaskoczył mnie, gdy odebrał niemal od razu.
-Be? Stało się coś?-spytał przejęty.
-Tak, przyjedziesz po mnie? Nie chcę tutaj być dłużej.- mówiłam takim głosem jakbym miała zaraz się rozpłakać.
-Gdzie jesteś?-spytałam szmery, co oznaczało, że ubierał się.
-Dom Ashley Doorson…
-Wiem, gdzie to. – mruknął- Skarbie, będę za kilka minut- powiedział, zanim się rozłączył.  Nie chciałam wracać do środka. Stałam na dworze dobre 4 minuty, zanim usłyszałam głos Camerona.
-Czemu nie jesteś w środku- mówił ostro. Nie lubiłam go. Jason, proszę cię…
-Musiałam się przewietrzyć- skłamałam. Chcę tylko być daleko od ciebie.
-Chodź- agresywnie złapał mnie za łokieć.
-Zostaw- zaczęłam się szarpać, ale mało to dawało, bo był zbyt silny. W oddali zobaczyłam światła. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Samochód zatrzymał się obok nas, a z niego wysiadł mój wybawca.
- Radzę ci po dobroci,  puść ją-warknął, z zaciśniętą szczęką.
-Ani mi się śni- zakpił. Wiedziałam, że tym porządnie wkurzy Jasona. Cameron szarpnął moim ciałem. Jason pokonał odległość między nami i nim się zorientowałam, jego pięść spotkała się z twarzą Camerona. Upadłam na ziemię, popchnięta przez tego idioty. Nie miałam pojęcie co się wokół mnie dzieje. Długo bezczynnie oglądałam jak Jason okłada pięściami bruneta. Wreszcie podniosłam się i niepewnie złapałam za koszulkę bruneta, ciągnąc go w swoją stronę. Początkowo nie chciał odpuścić, ale potem zwróciłam jego uwagę.
-Nic ci nie jest?-spytał, niepewnie podchodząc do mnie. W moich oczach zebrały się łzy. Byłam taka głupia. Podeszłam do niego i bez wahania wtuliłam w jego ciało. Zamiast strachu, jaki czułam nawet przy dotknięciu ręki, poczułam coś dziwnego, ale przyjemnego.
-Nie, dziękuję
-Na pewno?-chyba chciał się upewnić.
-Naprawdę- posłałam mu znikomy uśmiech. Dotknął mojej ręki i pomógł wsiąść do jego samochodu. Sam zajął miejsce kierowcy i pojechał do domu. ****************************************
Heh, pogodzeni. Nie chciałam długo ich tak torturować ;d.Znowu krótki, ale tłumaczyłam czemu tak jest w zeszłym rozdziale. Przepraszam za błędy. Nie wiem jak skomentować ten rozdział. Chciałam w nim pokazać Be jako jeszcze nierozsądne dziecko, które musi uczyć się na swoich błędach. Nie wiem, czy mi to wyszło... Rozdział miał być dopiero w środę, ale nie mogłam spokojnie usiedzieć ;D. Przez was zarobie pałę z angla <ugh>. Żartuję. Do piątku ( zdarzy się cud, jeżeli dodam koło środy) ;*

4 komentarze:

  1. Trochę za krótki i moim zdaniem trochę za mało opisów (just saying)
    czekam na nn xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, ale beznadziejnie Cameron się zachował. Dzieje się w tym rozdziale dosc sporo, ale jest tak cholernie krótki.. Powinnaś dodawać dużo więcej opisów ich wspólnych odczuć, jak wszystko przeżywają, odbierają.
    Czekam na nn :)
    labrer.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny rozdział ! z niecierpliwością czekam na następny i zapraszam do mnie : http://my-angel-my-friend-my-devil.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń