sobota, 13 września 2014

15.

Byłam na maksa wkurzona! Była 15:30! Jasona zapomniał po mnie przyjechać, a jego komórka była wyłączona. Nie odbierał także żaden z chłopaków. Myślałam, że zaraz coś rozwalę. Poprawka, rozwaliłam. Idąc do domu połamałam chyba połowę gałęzi, do których dosięgłam, ucierpiały także kwiaty i inne rośliny przy drodze.
Trzasnęłam mocno drzwiami i agresywnie zdjęłam buty. Słyszałam śmiechy, głosy, oraz muzykę z salonu. Wychyliłam głowę i o mało nie dostałam zawału. Na podłodze walało się pełno puszek i butelek po piwach i innych alkoholach, kilka kartonów po pizzach, oraz opakowania po słodyczach. Nic tylko płakać nad wyglądem salonu. Byli co najmniej jak dzieci. Weszłam do pokoju, ale gdy podeszłam bliżej widok totalnie zwalił mnie z nóg. Oni byli naćpani i upici w trzy dupy. Śmiali się jak idioci i mamrotali jakieś rzeczy.
-Kurwa!- krzyknęłam i rzuciłam jedną z butelek o ziemię, rozbijając ją. Nic tutaj po mnie nie było. Nawet nie chciałam tam być. Kopnęłam kilka puszek i opuściłam dom. Musiałam jakoś odreagować. Złość roznosiła mnie.  Szłam chodnikiem, ale nie wiem gdzie.
-Dziewczyny patrzcie, to dziwka McCanna- dobra, było tego zbyt wiele. Przeszłam przez ulice, stając przed brunetką  i dwoma blondynkami.
-Jakiś problem-syknęłam. Jakbym spojrzeniem mogła zabić, to one były by martwe kilka razy. Nie wiem kiedy byłam tak wściekła
-Nie, dziwko- zaśmiała się. Byłam tak strasznie zła. Co zrobiłam? Tylko uniosłam rękę i przywaliłam jej.
-Nie jestem żadną dziwką, szmato-mój ton był przesiąknięty jadem. Drugi raz uniosłam rękę i poprawiłam. Jej nos na bank był złamany, ale mój wskazujący palec chyba też. Silny ból wypełnił moją dłoń, ale się nim nie przejmowałam.-Ze mną się nie zadziera!- krzyknęłam, ale one już odeszły. Bały się i dobrze. Zacisnęłam zęby, starając się zignorować ból. Spojrzałam na swoją rękę. Był ona niej sporo krwi, a także moja jasna koszulka była poplamiona trochę. Będę miała pamiątkę. Postanowiłam ponownie pójść do parku. Zostałam w  nim do późna.
Ruszyłam w drogę powrotną, dopiero grubo po 20. Szłam powoli, nigdzie się nie śpiesząc. Chociaż powinnam, bo ból był wręcz nie do zniesienia. Moja dłoń spuchła i przybrała sinawy kolor. Świetnie! Wprost wspaniale- ale sarkazm. Otworzyłam drzwi, a przy nich od razu pojawił się Jasona. O już wytrzeźwiał?!
-Co narkotyki już wyparowały? Idź po kolejną działkę- syknęłam.
-Przepraszam, że zapomniałem przyjechać- wywrócił oczami.
-No tak, byłeś zbyt zajęty ćpaniem i piciem- moje usta dziwnie się wykrzywiały jakbym chciała obnażyć zęby. Co ze mną kurde, nie tak było?!
-Boże, Be masz okres czy co?- jęknął.
-Nie- zadrwiłam. Wiem, ze źle go traktowałam, ale miałam dość. Potrzebowałam  wytchnienia. To o wiele za dużo jak na piętnastolatkę. Chciałam się odwrócić i pójść do sypialni, ale mnie zatrzymał.
-Coś ty zrobiła z ręką!-krzyknął. Uniosłam ja i spojrzałam,  a następnie lekceważąco wzruszyłam ramionami.
-Be, przysięgam na boga, że skopie ci tyłek
-Dalej- rozłożyłam ramiona jakbym chciała go zachęcić.
-Laska, odpuść- powiedział bardzo niski głos. Spojrzałam w jego kierunku.
-Nie laskuj mnie- syknęłam – Wracaj do salonu, to sprawa między nami.
-Lubię się wtrącać- zaśmiał się. Nie znałam go, ale jego głupie odzywki działały na mnie jak dolanie benzyny do ognia. Wzięłam kilka głębokich wdechów. Nagle poczułam się źle. To nie byłam ja. Co ja robiłam? Zbyt dużo się wydarzyło. Znowu powróciła do mnie słabość. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Jasona. Przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-Przepraszam- szepnęłam, zanim pędem rzuciłam się schodami na górę. Zatrzasnęłam drzwi i rzuciłam się na łóżku. Nie chciałam płakać i z całych sił próbowałam powstrzymać łzy. Byłam taka żałosna. Głupia, naiwna, żałosna i przede wszystkim słaba. Chciałam nie czuć nic. W jakiś magiczny sposób wyłączyć uczucia.
-Be? Aniołku, co się dzieje?- usłyszałam cichy głos Jasona. Byłam tak pogrążona w swoich myślach, że nie usłyszałam jak wszedł.
-Nic- wyjąkałam.
-Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć?- szepnął, całując mnie we włosy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego. Łzy ponownie napłynęły mi do oczu. Chłopak widząc to, przytulił mnie mocno do siebie. Byłam mu bardzo wdzięczna za całe wsparcie. Mimo, że robił złe rzeczy, to był dobrym człowiekiem.
-Wiem, ale nic się nie dzieje. Mam porostu zły dzień- skłamałam. Nie chciałam mu mówić, że w szkole miałam miano dziwki. Miałam nadzieję, że ta plotka niedługo zniknie  i wszyscy o niej zapomną. Nie wiem ile tak siedziałam w jego objęciach, ale po chwili zasnęłam.
Jasona


Oddech dziewczyny się uspokoił, co mogło oznaczać, że po prostu zasnęła. Spojrzałam na jej twarzy i mogłam powiedzieć, że rzeczywiście odpłynęła. Ułożyłem ją delikatnie na poduszce i pocałowałem lekko w czoło. Nie mogłem się powstrzymać. Tylko przy niej mogłem pokazać jaki byłam naprawdę. Nawet ja mam uczucia i umiem się troszczyć o kogoś.
Spojrzałem na jej dłoń i pokręciłem głową. Byłem naprawdę ciekawy, co zrobiła. Uniosłem ją i spróbowałem ocenić szkody. Nie była chyba złamana, ale porządnie strzaskana. Wstałem i po cichu opuściłem pokój. Nie chciałem jej obudzić. Zszedłem po schodach i wszedłem do salonu, gdzie czekali chłopcy.
-I co?-spytał Liam.
-Nie wiem, nic się nie dowiedziałem.
-Musiała mieć powód, bo ona taka nie jest.
-Trzeba naszykować coś przeciwbólowego i opatrunek.
-Co znowu zrobiła?- Zayn uniósł brwi.
-Coś z ręką.
-Same kłopoty- Niall pokręcił głową i wziął łyk piwa.
- Mogłeś się domyślić jak przygarnialiśmy ją, że z tak młodą dziewczyną będą kłopoty.- dodałem. Chłopak jedynie westchnął i nic nie powiedział.

2 komentarze:

  1. Chamsko zachowują się w stosunku do Be, chodzi mi oczywiście o ludzi ze szkoły :/ Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń