czwartek, 11 września 2014

14.

Gdy się obudziłam, Jasona nie było obok. Westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Palcami okiełznałam trochę włosy opuściłam pokój. Już na górnym korytarzu słyszałam krzyki Jasona. Co znowu? Jego krzyki bez problemu mogły obudzić pół okolicy. Stawiłam stopy, tak aby narobić jak najmniej hałasu. Kiedy doszłam do salonu wszyscy, oprócz Jasona siedzieli, na kanapach. On jedynie chodził i wydzierał się  wniebogłosy.
-Czemu wy zawsze, kurwa, robicie wszystko bez mojej  wiedzy!- ah, władczy Jason wciąż jego w środku. Przełknęłam ślinę na dźwięk jego głosu, który był przerażający.
-Bo byś się nie zgodził- syknął Liam. To on umie urzywać takiego tonu?!
-I masz rację! - dalej krzyczał, chociaż nie mam pojęcia czemu. Przecież mogli usiąść i to obgadać... prawda? 
-Nie rozumiesz, że Harry jest nam potrzebny?! Foreign może zaatakować w każdym, pieprzonym, momencie. Dasz radę obronić dziewczynę? Właśnie! Nie dasz. Dobrze wiesz, że Harremu można zaufać, dodatkowo jest najlepszy w swoim fachu- krzyknął Zayn. Spojrzałam na Perrie, która siedziała w kącie i patrzyła w ekran komórki. Ona już widocznie była przyzwyczajona do takich krzyków.
-Nie mówiłem, że nie można mu ufać, albo robi coś źle w swojej robocie! Tylko, kurwa, irytuje mnie, że robicie wszystko bez mojej wiedzy!
-Jason- Niall kiwnął głową na mnie. Brunet odwrócił się. Kiedy go zobaczyłam miałam ochotę schować się pod stołem.Jego oczy były czarne! Stało się coś, co mnie zaskoczyło. Myślałam, że będzie kazać mi wyjść, czy coś, ale stalo się coś zupełnie innego. Rysy twarzy Jasona się rozluźniły, a na ustach pojawił się lekki uśmiech. Przygryzłam wargę i popatrzyłam na swoje bose stopy. Ups, musiałam pomalować paznokcie...
Wiedziałam, że idzie w moim kierunku.
-Dobra, my idziemy, porozmawiajcie sobie- powiedziała znacząco Perrie. I dobrze, nie chciałam mieć widowni. Wszyscy się rozeszli, a ja wreszcie poczułam się bardziej komfortowo.
-Jak się spało?-szepnął, przyciągając mnie do swojego ciała.
-Dobrze, a tobie?
-Też- pocałował mój policzek, który zaczął płonąć. Zachichotałam jak głupia i przygryzłam wargę. To niesamowite jak Jason na mnie działał. Potrafił zawstydzieć mnie najgłupszymi rzeczami.
-Mogę zapytać, o co się kłóciliście?- podniosłam na niego swój wzrok.
-Nie powinienem ci mówić, ale niech stracę- westchnął. Nie spuszczałam wzroku z jego przystojnej twarzy. Nie chciałam nawet.-  Chłopaki przyjęli do grupy nowego członka. Wkurwia mnie, że robią wszystko bez mojej wiedzy- warknął. Pokiwałam głową, że rozumiem, bo co innego miałam zrobić? Wolałam się nie sprzeciwiać Jasonowi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poniedziałek
-Dzięki, przyjedź po mnie o 14- powiedziałam do Jasona i cmoknęłam go w policzek. Posłałam mu ostatni uśmiech, zanim zatrzasnęłam drzwi auta i poszłam w  kierunku wejścia do szkoły. Od razu po przekroczeniu progu wszyscy zwrócili na mnie oczy. Czułam jak moje policzki robią się czerwone. Słyszałam szepty, śmiechy i drwiny. Najgorsze było, że nie wiedziałam o co im chodzi. Przyśpieszyłam kroku. Spojrzałam na Louisa, który uśmiechał się w dziwny sposób.  Zmarszczyłam brwi i spuściłam wzrok. Szybko przeszłam korytarz i weszłam do damskiej toalety. Usiadłam na parapecie, zastanawiając się, co sprawiło, że tak bardzo zwróciłam na siebie uwagę.
Opuściłam pomieszczenie, gdy zadzwonił dzwonek. Chciałam udać się do klasy, ale zaczepił mnie jeden chłopak z ostatniej klasy. Znałam go tylko z widzenia, nigdy z nim nie rozmawiałam, dlatego zaciekawiło mnie, gdy złapał mnie za rękę i zatrzymał.
-Tak?-spytałam, znikomo się uśmiechając. 
-Ja też mogę?-powiedział to z głupim uśmieszkiem. Serio? Spyta się czy też może i ja mam wiedzieć o co mu, do cholery chodzi?!
-Co?-odpowiedziałam zirytowana.
-No umówić się na noc- otwarłam szeroko oczy, nie dowierzająca.
-Jak umówić się na noc? Nie rozumiem cię- uniosłam brwi. Byłan serio ciekawa co wywołało tyle kontrowersji...
-Boże, dziewczyno i tak wszyscy to wiedzą- wywrócił oczami. Chciał odejść, ale tym razem to ja go zatrzymałam.
-Co wiedzą?- spytałam.
-No, że puszczasz się z McCannem – gdy to usłyszałam wręcz zachłysnęłam się powietrzem. Ktoś powiedział, że sypiam z Jasonem? Dobrze usłyszałam? Nie, chyba się przesłyszałam
-Kto puścił tą plotkę?-spytałam, będąc już wręcz zdesperowana.
-Nie wiem skąd się wzięła. A co nieprawda to?
-Jasne, że nie! Jason, to tylko dobry kolega. – wyrzuciłam ręce w powietrze, starając się go przekonać. Chłopak roześmiał się.
-Wybacz, ale jakoś ci nie wierze. McCann przeleciał już chyba wszystkie panny w mieście.- wzruszył ramionami, a następnie podał mi karteczkę.-Dzwoń jak coś- mrugnął do mnie i po prostu sobie poszedł. Usłyszałam stłumiony śmiechy. Zmarszczyłam brwi i poszłam w tym kierunku. Wychyliłam głowę zza rogu i zobaczyłam jak Louis i Eva obściskują się. Co jest grane?... przecież oni się nie lubili.
-Ale ją załatwiliśmy- zaśmiała się dziewczyna. Miałam ochotę pójść tam i jej po prostu wpierdzielić, ale powstrzymałam się. Zacisnęłam zęby i odwróciłam się na pięcie. Nie chciałam tam dłużej zostać. Niezauważona przemknęłam do wyjścia. Nic mnie nie obchodziło. Chciałam iść gdziekolwiek, byle najdalej od tych wszystkich ludzi. Postanowiłam pójść do parku. Usiadłam na ławce pod rozłożystym dębem i przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Patrzyłam pusto w stronę wielkiej fontanny. Kiedy byłam mała uwielbiałam tutaj przychodzić. Zawsze mama się tutaj ze mną bawiła. A teraz? Wszystko się waliło. Tak naprawdę nie miałam normalnego domu. Nie miałam już przyjaciółki, nie miałam rodziny. Jedyne, kogo obchodziłam, to chłopaki, Jason i oczywiście Perrie. Byłam dziewczynie ogromnie wdzięczna, że tak mi pomagała. Mogła przecież mnie olać. Mogła? Mogła, a tego nie zrobiłam. Zayn znalazł naprawdę wspaniałą dziewczynę i niech się jej trzyma jak najdłużej.
Zastanawiałam się, co ja im takiego zrobiłam, że mnie tak nienawidzą? Przeszkadzało im, ze oddycham? Nie wiem, co Evie da, że będzie mnie tak upokarzać. Jednak coś przeczuwałam, że to dopiero początek. Na zwykłej, małej plotce się skończy? Nie! To nie w stylu Evy. Ona zawsze doprowadza sprawy do końca.
Postanowiłam nie płakać. Nie chciałam pokazać jak słaba jestem, dać jej tej satysfakcji, że mnie złamała. Ta suka prosiła się o kłopoty. Zdenerwowana wstałam z ławki i poszłam w stronę szkoły, pokazać, że nie obchodzi mnie co wygaduje. Ze mną się nie zadziera.

Zapukałam do klasy pana Turnera i weszłam do środka. Przykleiłam do ust sztuczny uśmiech i podeszłam do jego biurka.
-Przepraszam za spóźnienie. – zrobiłam minę niewiniątka. Nauczyciele często traktowali mnie ulgowo, bo byłam młodsza- ekstra.
-A co, pieprzyłaś się z McCannem?-ktoś zawołał. Zacisnęłam mocno zęby. Mogę mu wpieprzyć? Bo mam taką ochotę
-Nie- przykleiłam na twarz jeszcze większy sztuczny uśmiech. A macie suki. Przejechałam wzrokiem po wszystkich, a następnie ruszyłam do swojej ławki. Zajęłam miejsce i spojrzałam na tablicę. Nie zwracałam większej uwagi na to co mówił nauczyciel. Byłam zbyt zajęta zabijaniem, w kółko i w kółko, Evy w mojej głowie. Suka tego pożałuje. Ja się zemszczę, zawsze to robię...
*************************************
Obiecałam, to jest ;). Nie mam pojęcia, co by napisać.... dzięki za komentarze, wyświetlenia. Przepraszam za błędy, ale na bloggerze na komórce nie wyświetla mi błędów, niestety...

6 komentarzy:

  1. Omg ciekawe co zrobi oby ta suka cierpiala :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jason jest taki słodki *.* I wogóle taki kskxjjchsmkajxbxb
    Jestem ciekawa tej zemsty .. Hm ciekawe co to będzie?
    Rozdział cudowny, zresztą jak każdy. ;) Kocham to opowiadanie :*
    Czekam na nexta. xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział!! <33

    OdpowiedzUsuń