czwartek, 5 lutego 2015

27.

Siedziałam w pokoju Harrego, wciąż bezczynnie gapiąc się w ścianę. Nie potrafiłam wyjść z tego cholernego pokoju i z podniesioną głową wejść do salonu. Nie po tym, co się stało. Nie potrafiłam spojrzeć na Jasona w normalny sposób. Zbyt wiele niewłaściwych słów zostało wypowiedziane, zbyt wiele niewłaściwych sytuacji się zdarzyło, żebym teraz umiała z nim rozmawiać jak kiedyś. Westchnęłam i spojrzałam na swój nadgarstek, patrząc na złotą bransoletkę, która go zdobiła. Wyciągnęłam drżącą dłoń i delikatnie dotknęłam ją. Przygryzłam wargę, a oczy wypełniły mi się łzami. Byłam tak cholernie rozdarta. Chciałam cofnąć się w czasie, do nocy, kiedy mi ją podarował. Na sam ten obraz, rozklejałam się coraz bardziej. Nie potrafiłam zrozumieć, czy to moja wina, to co się stało, czy Jasona. Wiedziałam, że to brunet zawinił, ale w środku miałam wątpliwości, że się do tego przyczyniłam.
Westchnęłam i podniosłam się z tego cholernego łóżka, wychodząc. Nie potrafiłam spokojnie i bezczynnie siedzieć. Przechodząc obok salonu nie słyszałam głosów, ale światło się paliło. Siedzieli tam wszyscy, ale nie rozmawiali. Czułam, że to moja wina. Zawsze byłam wszystkiemu winna.
Kiedy podeszłam do drzwi i ubierałam na stopy trampki, nie widziałam nic. Obraz był kompletnie rozmazany. Nie wiedziałam, gdzie mam iść. Wiedziałam tylko, gdzie chciałam iść. Chciałam znaleźć się obok mamy jak za dawnych czasów. Nie potrafiłam opisać jak bardzo było mi źle.
Kiedy stanęłam przed ich domem, zawahałam się, ale chęć zobaczenia ich była tak duża, że przebiegłam przez podjazd, wchodząc po schodach i przystanęłam przed drzwiami. Niepewnie zacisnęłam dzwonek, dopiero później orientując się co robię. Byłam rozdarta i w środku poczułam jeszcze większe zawahanie. Byłam gotowa uciec stamtąd. Nie zdążyłam tego jednak zrobić, bo drzwi otworzyły się, a ja zobaczyłam mamę po tych miesiącach. Nie kontrolowałam, kiedy morze łez zaczęło płynąć po moich policzkach. Byłam gotowa na to, że mnie wyśmieje, lub nawrzeszczy, ale to co zrobiła totalnie mnie zaszokowało. Ona mnie tak po prostu przytuliła. Bez wahania odwzajemniłam jej gest, od razu po tym płacząc w jej koszulkę.
-Kto przyszedł?-spytał głos z głębi korytarza, a zaraz po tym zobaczyłam sylwetkę taty. Stanął jak wryty, patrząc na mnie zaszokowany. Nie mogłam mu się dziwić.
-Boże, nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś cię zobaczę- mama wyszeptała do mojego ucha.
-Przepraszam was. Tak bardzo was przepraszam- zaczęłam się jąkać.
-Nie, to ja cię przepraszam- powiedziała. Po jej policzkach także zaczęły płynąć łzy. – Nie wiem co we mnie wstąpiło, że to wtedy powiedziałam. Nie miałam tego namyśli, aniołku- kiedy usłyszałam ten zwrot, coś ścisnęło mnie w żołądku.
-Możesz do mnie mówić jak zechcesz, ale proszę nie aniołku- poprosiłam. Może to głupio zabrzmi, ale czułam, że tylko Jason mógł do mnie mówić w ten sposób.
-Wejdź, skarbie- powiedział tata i zamknął za mną drzwi. Niepewnie zdjęłam buty i weszłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie.
-Opowiadaj mi, gdzie byłaś przez ten czas- mama usiadła obok mnie.
-Mieszkałam u kolegi. W zasadzie cały czas byłam w mieście.
-Mówiłem ci, że powinnaś dać jej czas- powiedział mężczyzna do kobiety. Gdyby tylko oni wiedzieli, że miało mnie tutaj nie być już. – Mam nadzieję, że nie zrobił nic niestosowanego, bo inaczej go zabiję- kiedy to powiedziałam, zdałam sobie sprawę jak w ustach takiego człowieka jest to absurdem.
-Nie, pokłóciliśmy się o głupotę. Każdy powiedział parę słów za dużo i tak wyszło, że postanowiłam na razie tam nie wracać. Muszę od niego odpocząć.
-Rozumiem- posłał mi niepewny uśmiech i poczochrał po włosach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kiedy położyłam się do łóżka, postanowiłam sprawdzić swoją komórkę. Miałam tam masę wiadomości. Szczególnie od Jasona, które bez zastanowienia usunęłam. Na jakiś czas chciałam do niego odpocząć, a on mi tego nie ułatwił. Wręcz przeciwnie, bombardując mnie smsami i połączeniami powodował, że miałam go dość jeszcze bardziej. Coś we mnie pękło i nie potrafiłam zrozumieć co. Kochałam go, ale jakaś część mnie tak bardzo się na nim zawiodła, że powolutku z każdą nową raną jaką mi zadawał, zaczęła go nienawidzić . Nie mogłam powiedzieć co to było. Chciałam jedynie na jakiś czas o nim zapomnieć. Zdecydowałam się otworzyć jedną wiadomości- od Perrie. „ Chłopaki powiedzieli mi co zamierzałaś zrobić. Jestem na ciebie cholernie zła, że próbowałaś uciec od problemów. Gdybyś mi tylko powiedziała, a nie udawała, to pomogłabym ci. Staram się cię zrozumieć, więc gdy będziesz potrzebować mojej pomocy, to po prostu pisz.” – przeczytałam na głos. Wiedziałam, że ją zawiodłam. Dopiero dogłębnie o tym myśląc, co zamierzałam zrobić, miałam ochotę się uderzyć. Byłam pieprzonym tchórzem, chcąc uciec od tego wszystkiego. Po prostu nie chciałam patrzeć na to, gdy jakaś suka odbiera mi osobę, którą kocham. Chciałam tego uniknąć, a tak naprawdę sama zrezygnowałam z walki o Jasona. Poddałam się i oddałam go tej suce. Wiedziałam, że wybieram najgorszą decyzję, ale chociaż bardzo chciałam być w jego ramionach, nie mogłam. Zbyt bardzo mnie zranił.
****************************************
Taki krótki. Jesteście zaskoczeni tym, co się stało? Mało w nim akcji, za to postawiłam na przemyślenia i uczucia Be ;). Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;). Pisać kolejny? 

2 komentarze:

  1. jeszcze się pytasz czy pisać kolejny?! jasne że TAK! uwielbiam to opowiadanie, mam nadzieje że Jason i Be się pogodzą i będą razem! <3 czekam nn, mam nadzieje że niedługo się pojawi, powodzenia! <3 / E.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! Mogłabyś tam wplątać coś z tymi morderstwami? Np. Że ona tak zarabia i ma za to kasę ale to ona jest szefową i jak odchodzi to wszyscy żegnają ją z szacunkiem i ma Zajebiste auta i willę... proszę proszę proszę proszę proszę proszę

    OdpowiedzUsuń